poniedziałek, 14 października 2013

Jesienny moher

Przedstawiam naszyjnik, który skończyłam przedwczoraj, a zrobienie którego zajęło mi jakiś tydzień. Męczyłam się nie tylko dlatego, że przez moherową włóczkę ciężko przewlekać koraliki, ale sam projekt był na początku inny. Dwa prototypy dały niezadowalające efekty, chyba za bardzo kombinowałam. Dopiero trzecia najprostsza wersja mi się spodobała. Dzięki zastosowaniu zapięcia na pętelkę nadaje się dla osób uczulonych na wszelkie metale. To, że trzeba być niewrażliwym na kontakt włochatej wełny z delikatną skórą dekoltu, to już inna sprawa ;)

6 komentarzy:

  1. To zapięcie jest naprawdę urocze:) Miłego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dyniowy, jak nic - śliczny :)
    Należę jednak do tej części ludzi, których wszystko gryzie, więc moherowy naszyjnik nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to zależy od rodzaju włóczki, zawsze trzeba przymierzyć :D

      Usuń
  3. Ale ładny! Mi też skojarzył się z dynią. Ale może też ze spacerem po parku? Fajne to zapięcie. A co do gryzienia, to zawsze można założyć na jakiś obcisły golf:D
    Masz super ekspozytor:D To wintydż wygrzebany z szafy, czy inwestycja?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie do końca udana inwestycja w wintydż ;)

      Usuń